| [Dodano 13.01.2009 - 21:31 przez fabjan7] [Wyśw.: 1097] [Koment.: 0] | |
| Zwolennicy antysemickich teorii spiskowych uważają, iż USA to tak naprawdę wyłącznie przybudówka Izraela. Ostatnio do wzmocnienia takiej wizji rzeczywistości mocno przyczynił się… żydowski premier. | |
Premier Izraela Ehud Olmert pochwalił się podczas spotkania z mieszkańcami Aszkelonu swoim wpływem na amerykańskiego prezydenta. Gdy kilka dni temu ONZ szykował rezolucję wzywającą do przerwania walk w Strefie Gazy, żydowski przywódca chwycił za telefon. Jak relacjonuje "Rzeczpospolita":
– Powiedziałem: dajcie mi do telefonu Busha! Odrzekli, że jest w trakcie wygłaszania przemówienia w Filadelfii. Odpowiedziałem, że nic mnie to nie obchodzi i że chcę z nim mówić. Zszedł z podium i odebrał telefon – opowiadał Olmert.
Podczas rozmowy izraelski premier miał powiedzieć Bushowi, by USA nie popierały rezolucji. Ten zaś miał natychmiast zadzwonić do Rice i rozkazać jej, by zrobiła tak, jak chce Olmert.
Amerykanie zaprzeczają, by taka rozmowa miała miejsce. Lecz faktycznie wycofali się nagle z popierania rezolucji. A George W. Bush w ostatnich dniach swej kadencji musi tłumaczyć się z wpływu osławionego "żydowskiego lobby" na politykę jego administracji.
Wypowiedź Olmerta dowodzi, iż ten polityk (który wysłał izraelskie wojsko na dwie wojny) mocno się pogubił. Niepotrzebnie zdradził rzeczywisty wpływ Izraela na amerykańskie władze, lub też przechwalał się czymś wyssanym z palca. Tak, czy inaczej, postąpił nielojalnie wobec sojuszników z Waszyngtonu.
A może zrobił to z premedytacją? Czyżby premier Izraela chciał pokazać światu, iż nie musi się niczym przejmować?
Paweł Rybicki
Przedruk z portalu PARDON, 14 stycznia 2009
| |
| » Powrót | |
Komentarze [0]:
Aby dodać komentarz, musisz być zalogowany.


