| [Dodano 05.07.2008 - 23:34 przez fabjan7] [Wyśw.: 1434] [Koment.: 0] | |
| „To są ciężkie czasy dla oszwiate” – mówił w „Syzyfowych pracach” dorożkarz do pani Borowiczowej, radząc zamówienie płatnych korepetycji dla syna u egzaminującego kandydatów nauczyciela. Od tamtej pory wiele się zmieniło; wybuchła jedna, a potem druga wielka wojna europejska, a nawet światowa, w Rosji zaprowadzono bolszewizmus, a w Niemczech – narodowy socjalismus. | |
Bolszewismus rozlał się na wiele innych krajów, doprowadzając je do mizerii i obdarzając pozostałościami w rodzaju familii państwa Nowickich – a czasy dla „oszwiate” nadal są tak samo ciężkie, jak za okrutnego cara, co to potrząsał strasznym knutem i zsyłał na okropną Syberię. Nawiasem mówiąc, okrutny car traktował swoich wrogów dość wyrozumiale, o czym świadczy choćby przypadek Władysława Studnickiego. Zesłany pod konwojem do jakiejś syberyjskiej wsi, został doprowadzony do chałupy, jaką wyznaczono mu na kwaterę. Tam w izbie, ruskim obyczajem, jedna ściana była obwieszona świętymi obrazami, a druga – portretami carów. Studnicki stanął w drzwiach i gospodyni porządkującej izbę rozkazał: „bogi mogą zostać, a carów – won!” Kobieta bez sprzeciwu zaczęła zdejmować carskie portrety, współczując Studnickiemu, że „biednieńki on”, bo cary musiały mocno mu dokuczyć, że aż tak ich nie lubi.
U Stalina takiego eksperymentu Studnicki pewnie by nie przeżył, podobnie jak u innego wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera, więc od razu widać, że czasy są coraz cięższe i to nie tylko dla „oszwiate”. Weźmy dla przykładu taki festiwal piosenki polskiej w Opolu. Za komuny podczas festiwalu życie zamierało, a po każdym dniu w telewizji, radiu i gazetach roiło się od wyrafinowanych krytyk, analiz, komentarzy przynoszących zaszczyt ich autorom i wskazujących, że jeśli tylko partia pozwala na pluralismus, to od razu rozkwita sto kwiatów. Tymczasem dzisiaj – szkoda mówić! Festiwal się zakończył, a można odnieść wrażenie, że nikt go nie zauważył, chociaż artystką roku została sama Doda Elektroda. Ale kto ma zauważać opolski festiwal, kiedy wszyscy, naśladując pana premiera Tuska, ekscytują się tylko futbolem?
Na domiar złego europejsy poniosły spektakularną porażkę w Irlandii, gdzie tamtejszy naród tubylczy odrzucił w referendum już podpisany i wydawało się, że zatwierdzony Traktat Lizboński. Teoretycznie na tym proces ratyfikacyjny powinien się zakończyć, bo prawo wspólnotowe wymaga przy takich okazjach jednomyślności. Tymczasem unijni dygnitarze i mężykowie stanu z „państw narodowych” nie dają za wygraną i próbują kontynuować procedury ratyfikacyjne, jak gdyby nigdy nic. Ciekawe, co zrobi prezydent Kaczyński, którego premier Tusk zamierza w tej sprawie molestować, prawdopodobnie w myśl wskazówek otrzymanych od pani Anieli Merkel, której składał homosiogium w odwiecznym Gdańsku. Kiedyś taki hołd lenny nazywał się homagium, ale zgodnie z duchem politycznej poprawności, teraz powinien chyba zmienić nazwę na homosiogium. Czy zatem, w nowej sytuacji pan prezydent skorzysta z okazji by „bronić interesu narodowego”, czy przeciwnie – stanie na nieubłaganym gruncie integracji?
Najgorsze jest, że irlandzkie referendum ogromnie zasmuciło profesora Bronisława Geremka i to do tego stopnia, że na łamach „Rzeczpospolitej” dał wyraz swemu bluźnierczemu rozczarowaniu demokracją. Kto to widział – powiada – żeby tak skomplikowany, kilkusetstronicowy dokument poddawać pod powszechne głosowanie. Wiadomo przecież, że większość nic z tego nie zrozumie. Elity to co innego. Elity w lot wszystko zrozumieją, więc to one powinny decydować. Jest to deklaracja ważna podwójnie. Po pierwsze, sugeruje, że profesor Geremek, w odróżnieniu od premiera Tuska, przeczytał Traktat Lizboński i kto wie – może nawet go zrozumiał? W końcu czyż nie zalicza się do elity i to z najprzedniejszymi korzeniami? Po drugie – że deklaracja profesora Geremka może oznaczać wejście w mądrość nowego etapu – etapu demokracji arystokratycznej, gdzie już nie „lud pracujący miast i wsi”, jak w demokracji socjalistycznej, tylko „elity”. W tej sytuacji ogromnego znaczenia nabiera proces wyłaniania owych „elit” – czy dobierane będą według klucza rasowego, czy może – według postępowych poglądów politycznych, czy może – według orientacji seksualnej?
Wszystko jest jeszcze możliwe, bo żadne decyzje nie zapadły, a w tej sytuacji takie na przykład mniejszości seksualne, mogą jednym susem wskoczyć do pierwszych szeregów demokratycznej arystokracji, nadając zarazem Unii Europejskiej charakter biblijnych miast Sodomy i Gomory, zniszczonych, jak wiadomo, ogniem z nieba. Z kolei konieczność respektowania ducha kompromisu, z którego Unia Europejska ma zasłynąć w świecie, może doprowadzić do wypracowania kryteriów mieszanych: rasowych, ideologicznych i seksualnych. Dzięki temu powstanie straszliwa wiedza, zwana uczenie „europeistyką”, którą będą zamęczane biedne dzieci z przyszłych tubylczych pokoleń, jeśli oczywiście uda im się uniknąć wcześniejszego wyabortowania. W każdym razie żydowska gazeta dla Polaków, czyli „Gazeta Wyborcza”do tego stopnia zaangażowała się w walkę o to podstawowe prawo człowieka, że aż weszła w konflikt z niemiecką gazetą dla Polaków. Czy jednak dziennikarze śledczy „Gazety Wyborczej” na pewno sprawdzili, że ojciec dziecka lubelskiej 14-latki nie ma aby żadnych „korzeni”? Gdyby bowiem okazało się, że ma, to nie tylko całe ścisłe kierownictwo „GW” można byłoby oskarżyć przed niezawisłym sądem o „antysemityzm”, ale również „filozofa i etyka”, czyli panią Magdalenę Środę – od czego czasy dla „oszwiate” pogorszyłyby się jeszcze bardziej.
Stanisław Michalkiewicz, www.michalkiewicz.pl
Przedruk 5 lipca 2008 | |
| » Powrót | |
Komentarze [0]:
Aby dodać komentarz, musisz być zalogowany.


